Asy lotnictwa polskiego, w Bitwie o Anglię…

Ostatnio miałem okazję obejrzeć na” You Tube “w polskiej wersji językowej film pt. Bitwa o Anglię /The Polish Battle of Britain/opowiedziano w nim jak powstał dywizjon 303. Przedstawiono w nim sylwetki czołowych Polskich lotników 303 dywizjonu, ich kłopoty językowe i nie zrozumiałe dla polaków, zachowanie angielskiego dowódcy nie dopuszczającego ich do walki w powietrzu z Niemiecką Luftwaffe z powodów nie rozumienia przez Polaków poleceń wydawanych po angielsku. Powody tych decyzji nie mogły znaleźć zrozumienia wśród Polskich lotników, bo jak powiedział jeden z nich, “my tu nie przyjechaliśmy uczyć się angielskiego”,  ale walczyć z Niemcami. Dopiero podczas jednego z lotów treningowych, kiedy to dywizjon napotkał duże zgrupowanie bombowców lecących na Londyn, jeden z polaków /Ludwik Paszkiewicz/ na widok czarnych krzyży nie wytrzymał, oddalił się samowolnie i dopadł wroga zaliczając pierwsze zestrzelenie dla 303 dywizjonu. Za samowolne opuszczenie szyku otrzymał naganę, ale też nagrodzono go za pewne zestrzelenie.

polish303squadron.jpg

Piszę o tym dlatego, że w filmie, mówi się o pilotach 303 dywizjonu, najbardziej znanego w polskich Siłach Powietrznych na Zachodzie, wśród których było wielu wspaniałych pilotów, Asów lotnictwa, odznaczonych najwyższymi odznaczeniami bojowymi, Polskimi i Brytyjskimi,  natomiast nie wspomina się o wielu lotnikach, walczących w angielskich dywizjonach myśliwskich i innych jednostkach Brytyjskich, gdzie walczyli równie sławni i wielcy lotnicy, asy lotnictwa polskiego.

Asem lotniczym, w/g “RAF regulations” można było zostać dopiero po zestrzeleniu pięciu samolotów wroga. Niektórzy piloci pracowali na ten tytuł po kilka lat, niektórzy krócej, ale był taki pilot Polak, który stał się Asem w jeden dzień, a był nim Ppor. Antoni Głowacki, który latał w tym dniu 24 sierpnia 1940 w 501 Dywizjonie myśliwskimCountry of Gloucester” angielskim, i był jedynym polskim pilotem, któremu zaliczono pięć pewnych zestrzeleń w ciągu jednego dnia. W tym dniu, szczególnie aktywnie Luftwaffe, nasiliło naloty na Londyn a dywizjon miał za zadanie przechwytywać wyprawy bombowe nad Kanałem La Manche i nie dopuścić ich nad Londyn. Trzy razy w tym dniu, startowały Hurricany 501 dywizjonu na spotkanie z Luftwaffe, i za każdym razem nasz lotnik zaliczał zwycięstwa. /1+2+2/ na swoim ulubionym Hurricanie o znakach SD - A  którą uznał za swoją szczęśliwą maszyn, na której w tydzień później, nad swoim lotniskiem walcząc z formacją Dornierów, został zestrzelony.

Zastanawiam się nad tym, czy to było zwykłe szczęście, czy też zwykły przypadek czy niezwykła profesja, bo przecież nikomu z tych niezwykłych lotników nie udało się takiego wyczynu powtórnie dokonać.

0 Komentarzy

Nie ma jeszcze komentarzy

Twój komentarz